Najnowsze Wpisy

linkologia.pl spis.pl
Czy to ma jakiś sens? rozdrapywać rany, kiedy w gruncie rzeczy się nie wierzy, że taka historia się może powtórzyć, że ktokolwiek wyciągnie z tego jakiś morał? Ale z drugiej strony przecież w szkole, w której pracuję widzę co jakiś czas dziecko, jakim ja byłam, choć w tej szkole prywatnej już dokonała się selekcja, dlatego jest ich tak mało; w zwykłej szkole, gdzie się nie płaci, musi być ich więcej; tam niby giną w tłumie, ale dla mnie są tak charakterystyczne i wyraźne. I nie wiem, czemu mnie tak obchodzi, by dzieci-jak-ja nie cierpiały; przecież w gruncie rzeczy, nie lubię dzieci, męczą mnie; kiedyś zastanawiałam się, czy jest we mnie za grosz empatii, ale wtedy byłam chora i nie wiedziałam nic. Teraz wygląda na to, że chyba jest we mnie jej sporo, skoro się tak rzucam do pomocy, podaję rękę, wyławiam te dzieciaki, szykanowane przez grupę i tak cierpiące, i biorę je pod swoje niepewne skrzydła, przepracowuję się, choć nie mam tej pewności, że są do mnie podobne, że to docenią. Te problemy, z którymi się borykają, a których nie umieją opisać, albo przestają próbować wyśmiane przez otoczenie, są bardzo rozmaite; zostały już określone i zdefiniowane po angielsku jako np. learning difficulties, taki eufemizm dla DISABILITY. Niepełnosprawność. Ta angielska poprawność polityczna jest tak złudna, tworzy taką otoczkę wokół tego, co prawdziwe; wcale nie oszczędza bólu, a raczej go umacnia, bo przecież osoba z dyspraksją nie czuje się inaczej niż niepełnosprawna, a termin learning difficulties' sugeruje tylko TRUDNOśCI, PROBLEMY w nauce - jak to błędne tłumaczenie niesie. A przecież 'learning' to nie nauka, nie tylko nauka, to wszystkie procesy przetwarzania i przyswajania każdego rodzaju wiedzy; od kucia słówek do uczenia się twarzy ludzi i wyglądu otoczenia, po umiejętność zawiązania sznurówek... Eh. Czas wracać do pracy, błądząc po omacku usiłuję ogarnąć te floating thoughts by coś stworzyć na kształt pracy magisterskiej. Moje myśli kłębią się z paniki, czy zdążę, bo przecież przez te 10 dni 'wolnego' mam napisać eseje na zaliczenie, zrobić coś w kierunku tego monstrum - pracy mgr, by dostać zaliczenie, przygotować sobie jakiś schemat realizacji materiału na zajęcia indywidualne do pracy, przygotować sobie materiał awaryjny na zastępstwa, bo równie trudno mi uczyć dzieci jak i poziom proficiency, kiedy się całe życie robiło wszystko, by nie być nauczycielem i teraz ma się niemal mdłości przed wejściem do sali, gdzie jest tylko do 10 życzliwie nastawionych osób... Szkoła prywatna. I co jeszcze? Przed chwilą przeszło mi to przez głowę, ale oczywiście zapomniałam. Mam nadzieję, że sobie przypomnę przed 3.01. A jeszcze przyleciała do Polski Monika z Edynburga; successful and beautiful, przy której już się wstydzę mówić po angielsku i zapominam słów, które znałam długo przed nią... I jeszcze to comfort eating, którego u siebie nie rozumiem; tak jakbym sobie robiła na złość, bo przecież, gdy przytyję, znów popadnę w te swoje schizy. Nie wiem, czego w tym szukam, za czym tęsknię, bo gdy usiłuję to zwerbalizować: miłość, bliskość, zmiana.. coś we mnie mówi 'tak, ale' i tych ale jest tak dużo, że właściwie nic nie zostaje. Bo w głębi serca wiem, że każda miłość byłaby fałszywa, bo nigdy nie zaakceptuję się, bo jestem sobie obca, bo moje ciało jest i będzie na zawsze moim więzieniem, bo zawsze będę uciekać, od tych, którzy chcą mnie kochać, bo spotkają się z nienawiścią inside.
vikisfin : :

Pierwszy wpis Komentarze (1)
26. grudnia 2007 17:05:00
linkologia.pl spis.pl

 

Właściwie sama nie wiem, czego oczekuję. Kiedyś pisałam pamiętnik, ale budził tylko moją złość swoją cierpliwością i milczeniem. Pisałam go w kalendarzach rocznych, które zniszczyłam parę lat temu. Momentami tego żałowałam, ale jeden, który jakoś mi się zawieruszył w szafie i ocalał, uświadomił mi, jak wiele złych i głupich myśli tam było; jak chore to były myśli, jak wiele zmarnowałam czasu, mojego i moich Ukochanych. Kusiło mnie, by pisać po angielsku; ten język w końcu uratował mi życie, pozwolił wyrazić to, co było niewyrażalne po polsku, umożliwił odnalezienie siebie w słowach innych. Może z czasem się przerzucę na angielski, by choć trochę zniwelować wyrzuty sumienia (?), poczucie marnowanego czasu. To moje życie było takie dziwaczne i chore, że byłabym przeszczęśliwa, gdyby to, co tu może napiszę, pozwoliło odmienić życie innych, którzy borykają się z podobnymi problemami, ale są one tak niecodzienne w naszej absurdalnej polskiej rzeczywistości, że zaciskają usta, połykają łzy, bo przecież brak im słów, by to wszystko wyrazić. Nie powstały jeszcze ani w polskim żargonie naukowym, ani języku potocznym. To właśnie dlatego, a po części z powodu moich własnych ograniczeń, miałam takie trudności w tłumaczeniu na polski krótkiego artykułu na temat NLD. Może kiedyś go tu (jeśli się da, jeszcze nie wiem) opublikuję.  

vikisfin : :

Archiwum

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
262728293012
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31123456

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

gs | listek-1 | tina1990 | reindoor | scunek | Mailing